Lavenda Cafe

0
1612

Gdynia, 7 stycznia 2015. Szłam wzdłuż ulicy Starowiejskiej kiedy nagle zaczepiła mnie. Była tajemnicza i rozświetlona. Ozdobiona wrzosami wręcz zapraszała do siebie. Uśmiechnęłam się i zadając sobie pytanie „czemu nie spróbować” złapałam za klamkę z zaciekawieniem.Jej wnętrze było równie magiczne jak to co widać na pierwszy rzut oka. Usiadłam na szarej miękkiej ławie, która ciągnęła się wzdłuż jej ceglanych ścian. Nazywała się Lavenda. Od razu wyłożyła swoje wszystkie karty na stół. Menu zachęcało do skosztowania dań, których opisy stawały się wręcz żywymi posiłkami na moim stoliku.
Po chwili oswojenia podeszła i zapytała „ co mogę Pani podać?”.
„Na początek poproszę Brownie z polewą czekoladową i małe cappuccino” – odpowiedziałam nie mogąc się już doczekać tych smakołyków.
Zabierając kartę rozświetliła się a już wtedy wiedziałam, że jest niezwykła.
Po kilku minutach oczekiwania położyła na moim stole gorącą filiżankę kawy i ciasto, które rozpływało się w ustach a ja z nim. Siedziałyśmy tak razem w milczeniu. Obserwowałam ją ukradkiem. Witrynę po mojej lewej stronie pięknie dekorowały przeróżne ciasta. Tarta cytrynowa, torcik bezowy czy nawet sernik cynamonowy – wybór był obszerny. Spojrzałam na jej środek i pomyślałam „ tak jak ja lubi wino”. Wtedy poczułam, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. Stojaki z alkoholem dodawały jej niezwykłej elegancji. Na sobie rozwieszone miała obrazy, a na oknie stały mrugające lampiony. Była skromna, a zarazem pełna wdzięku. Tworzyła wokół siebie tak przytulną atmosferę, że chciało się z nią spędzać czas.
„ Czy czymś mogę jeszcze służyć?” – rzekła do mnie, gdy dostrzegła pustkę na moim talerzu.
„Na dzisiaj to już wszystko. Dziękuję i poproszę o rachunek”.
„26 zł” – wydukała lekko zmieszana Lavenda. Chyba nie lubi prosić o pieniądze – pomyślałam.
Dałam jej 30 zł mówiąc „Reszty nie trzeba”, na co ona wyciągając 4 zł i powiedziała „Nie potrzebuję napiwków, wystarczy, że będzie mnie Pani odwiedzała regularnie. Zapraszam”.
I tak od tamtej pory zaprzyjaźniłam się z nią na dobre. Zawsze, gdy jestem w pobliżu zachodzę do niej na pyszną kawę i świeże słodkości, a ona za każdym razem przyjmuje mnie z otwartymi drzwiami…

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMcDonald w Gdyni – jedyny taki w Polsce
Następny artykułMiędzy bułkami w Warszawie
Jestem absolwentką Dziennikarstwa i Zarządzania. Łącze te dwa kierunki w jedno - Czerwony Widelec powstał z zamiłowania do pisania i nieustających prób jak najefektywniejszego wykorzystywania swojego czasu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here